Każdy z nas ma prawo do szczęścia. Nieważne ile mamy lat,
jaką reprezentujemy narodowość, płeć, czy też religię. A jeżeli szczęście
połączymy z miłością to osiągamy pełnię i spełnienie. Nie wierzę w miłość od
pierwszego wejrzenia. To znaczy nie wierzyłam. Do czasu, aż poznałam bohaterkę
tego opowiadania, która podzieliła się historią swojego życia właśnie ze mną. Historią,
która z początku wydała się piękna, cudowna, usłana płatkami róż. Nie zawsze
taka była i pewnie nie zawsze taka będzie. Dlaczego opowiedziała ją właśnie
mnie? Tego nie wiem do dzisiaj. Co do tej wiary… jej uwierzyłam. Sama jeszcze
takiej miłości nie doświadczyłam, pewnie dlatego że nie umiem patrzeć.
Zwłaszcza ‘pierwsze wejrzenie’ mnie gubi. Wyobrażam sobie Bóg wie co i bańka
pryska szybciej niż powstanie. No, ale nie o mnie tu mowa, ja tylko dzielę się
subiektywnymi spostrzeżeniami na temat Ann i jej mężczyzny. Aktualnie siedzę i
piję kawę. I dzielę się. Dostałam pozwolenie, dlatego piszę. Być może
odnajdziecie w tej opowieści cząstkę siebie. Wyciągniecie wnioski. Niczego nie
obiecuję. Mam tylko nadzieję, że oderwiecie się od szarej rzeczywistości. Zaczniecie
dokładnie patrzeć na świat, który Was otacza. Zaczniecie myśleć. Zaczniecie
marzyć. Zaczniecie się uśmiechać. Zaczniecie ŻYĆ.
Całość jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zupełnie przypadkowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz